Ubój rytualny – zminimalizowanie nieuniknionego bólu 4 października 2013 roku

W dyskusji na temat uboju rytualnego, która rozgorzała nagle w bieżącym roku, wylano już morze atramentu. Temat jest gorący i kontrowersyjny, dodatkowo podgrzewany przez media, ponieważ z jednej strony kojarzy się z dużymi pieniędzmi, z drugiej zaś dotyczy tylko niewielkiej w naszym kraju, można powiedzieć marginalnej społeczności niekatolickiej, czyli muzułmanów i żydów. Przeciwko takiemu ubojowi podnoszą się głosy z różnych stron: a to obrońców praw zwierząt, a to znów ludzi, którzy wszelkie przejawy religijności uważają za naganne, bo niezgodne z duchem nowoczesności, zaś ubój rytualny uważają za szczególny przejaw barbarzyństwa. Nie znają jednak wcale jego zasad ani też zasad uboju „normalnego” prowadzonego na skalę przemysłową. Spotkać się można nawet ze sformułowaniem, że „ci barbarzyńcy [niby muzułmanie i żydzi] zabijają żywe zwierzęta” (sic!)

Słowem, od którego w ostatnich miesiącach rozpoczynają się i kończą dyskusje na temat uboju rytualnego jest „ogłuszanie”. Jak wszystkim wiadomo, odbywa się on bez ogłuszania i to jego przeciwnikom spędza sen z powiek. Bo przecież bez ogłuszania zwierzę czuje, że jest zabijane, natomiast z ogłuszaniem wcale nie. Zabicie jest wtedy jakoby bezbolesne.

Czy jest to prawdą? Czy ubój rytualny jest rzeczywiście dla zwierzęcia gorszy niż pozbawienie go życia po ogłuszeniu prądem? Jednak czy jakikolwiek ubój może być humanitarny? Czy dyskusja, w której biorą udział ludzie spożywający mięso na co dzień nie trąci hipokryzją? Aby odpowiedzieć na te pytania należy przede wszystkim uświadomić sobie zasady obu rodzajów uboju i zapoznać się z mechanizmem pozbawiania zwierzęcia życia w każdym w obu formach uboju.

W uboju rytualnym, będącym domeną judaizmu i islamu, przestrzegać należy kilku istotnych zasad, które w ogólnym zarysie w obu religiach są dość podobne, choć różnią się kilkoma szczegółami. Przede wszystkim konieczna jest właściwa selekcja zwierząt rzeźnych. Zwierzę musi być zdrowe, bez widocznych oznak jakichkolwiek chorób oraz ran na skórze. Transport do miejsca uboju musi odbywać się w humanitarnych warunkach, zwierzę musi być pojone, nie może być bite ani męczone. Ubój może odbywać się tylko wtedy, gdy zwierzę jest spokojne, w przeciwnym razie należy je wyciszyć. Nie może się szarpać i wyrywać, w przytrzymywaniu go nie można używać siły. Głową musi być zwrócone w kierunku Mekki w uboju halal (muzułmanie), lub w kierunku Jerozolimy w szechicie (żydzi). Pozbawienie życia następuje przez jednokrotne cięcie ostrym nożem, mające na celu przecięcie tętnic szyjnych i natychmiastowe skrwawienie. Jednokrotność cięcia i odpowiednia ostrość noża są czynnikami zmniejszającymi do minimum odczuwanie przez zwierzę nieuniknionego bólu.

Mechanizm śmierci w uboju rytualnym polega właśnie na szybkim skrwawieniu oraz zablokowaniu dopływu krwi do mózgu. Mózg ukrwiony jest przez tętnice szyjne biegnące obustronnie na szyi zwierzęcia. Częściowo ukrwienie prowadzą tętnice kręgowe, jednak większość mózgu otrzymuje zaopatrzenie w tlen z tętnicy szyjnej wewnętrznej. Zapotrzebowanie mózgu na tlen jest bardzo duże, przepływ mózgowy stanowi znacznie większą część rzutu minutowego serca (czyli objętości krwi wypompowanej przez serce na obwód do tkanek i narządów w ciągu minuty), niż wynikałoby to ze stosunku masy ciała do masy mózgu. Okres obiegu krwi przez mózg, czyli droga przepływu przez tętnicę szyjną, naczynia mózgowe oraz żyłę szyjną, która stanowi spływ krwi, trwa zaledwie kilka sekund.

Przecięcie tętnicy szyjnej powoduje wynaczynienie krwi na zewnątrz, poza organizm zwierzęcia. Tym samym ustaje przepływ mózgowy. W ciągu kilku (dwóch, trzech) sekund od zadania ciosu otwierającego naczynia szyjne zwierzę traci całkowicie świadomość, następuje porażenie mięśni szkieletowych oraz zniesienie zdolności do odczuwania bodźców środowiska zewnętrznego i reagowanie na nie. Śmierć następuje w ciągu trzech, czterech minut, podczas których zwierzę jest praktycznie pozbawione przytomności. Do czasu ustania czynności serca nie wykonuje się żadnych czynności rzeźniczych.

Jak natomiast przedstawia się sytuacja w przypadku ogłuszenia prądem elektrycznym? Według zwolenników ma ono na celu pozbawienie zwierzęcia przytomności w celu zniesienia strachu i bólu podczas uboju. Bardzo trudno powiedzieć czy cel ten zostaje osiągnięty, ponieważ brak jest jakichkolwiek instrumentów pozwalających na zmierzenie odczuć zwierzęcia. Ból jest mechanizmem obronnym, ostrzegającym, a na jego odczuwanie wskazują pewne zachowania i reakcje. Są one analogiczne do tych, jakie obserwuje się u człowieka. Są to reakcje behawioralne, np. ucieczka w mechanizmie obronnym, walka, wokalizacja oraz odruchy wegetatywne, np. wzrost ciśnienia krwi, ślinotok, przyspieszenie czynności serca, rozszerzenie źrenic. Uznaje się, że jeśli te zjawiska nie występują, wtedy zwierzę nie odczuwa bólu. Stąd przekonanie, że po ogłuszeniu zwierzęcia prądem elektrycznym czucie bólu zostaje zniesione.

Żeby wyjaśnić to zjawisko należy przede wszystkim zapoznać się z działaniem prądu na ustrój zwierzęcia i na procesy zachodzące w ośrodkowym układzie nerwowym.

Przewodnictwo nerwowe w organizmie żywym jest oparte na przepływie impulsów elektrycznych o słabym, rzędu ułamków miliampera natężeniu, oraz niewielkich różnicach napięcia między poszczególnymi tkankami, nieprzekraczających ułamków wolta. Jest to uwarunkowane przepływem jonów. Zakłócenie tego procesu i zablokowanie przepływu bodźców można uzyskać między innymi przez zetknięcie skóry zwierzęcia ze źródłem prądu. Dochodzi do zablokowania procesów fizjologicznych, przede wszystkim zachodzących w układzie nerwowym, zarówno ośrodkowym, obejmującym mózg i rdzeń kręgowy, jak i obwodowym. Objawia się to m.in. utratą przytomności i porażeniem mięśni. Teoretycznie więc porażenie prądem jako ogłuszenie spełnia swoją rolę. W praktyce, niestety, zwolennicy tego rodzaju postępowania być może mają znacznie lepsze samopoczucie niż wynikałoby to z rzeczywistości. Przede wszystkim dlatego, że głuszenie prądem stosuje się podczas uboju od dawna: okazało się jednak, że zwierzę już w czasie oprawiania pozostawało żywe i przytomne, ponieważ dawka zastosowanego prądu była zbyt mała. Powodowała jedynie porażenie mięśni i zniesienie reakcji obronnych, lub zwierzę odzyskiwało przytomność w bardzo krótkim czasie. Oczywiście nie musi to stanowić problemu, o ile dobierze się odpowiednią dawkę prądu, z tym że dawki ustalane są sztywno, a każdy organizm może na bodziec reagować inaczej. Nawet przy pozornie dobrej dawce może się zdarzyć sytuacja podobna do opisywanych powyżej. Dodatkowo wątpliwości budzi sam fakt użycia prądu. Doznania podczas przepływu prądu przez żywy organizm nie są przyjemne. Pomijając fakt możliwości oparzeń skóry w miejscu wejścia prądu, towarzyszący porażeniu skurcz mięśni szkieletowych jest bardzo bolesny.

Na poparcie tezy, że ogłuszanie prądem jest nieszkodliwe dla zwierzęcia i całkowicie bezstresowe przytacza się często fakt, że zwierzęta pozbawione przytomności w ten sposób, po pewnym czasie wybudzają się samoistnie i mają dobry apetyt oraz nie zdradzają żadnych objawów chorobowych ani zaburzeń układu nerwowego. Jest to prawda, tyle że nawet takie zachowanie nie przesądza o obojętności i bezbólowym przebiegu ogłuszania, ponieważ zwierzę nie dysponuje pamięcią trwałą. W dodatku każde pozbawienie przytomności przez zadziałanie na struktury mózgu powoduje niepamięć wsteczną. Zwierzęta biorące udział w eksperymentach były zdrowe, stąd nie dziwi fakt, że nie zdradzały objawów chorobowych, miały apetyt i zachowywały się normalnie.

Wątpliwości co do użycia prądu, jako środka gwarantującego humanitarne zabijanie, budzi ponadto fakt, że w medycynie prąd także ma zastosowanie. Prądy o małym natężeniu stosuje się u ludzi w kardiologii w zabiegu tzw. kardiowersji, czyli przywracaniu prawidłowego rytmu serca – zawsze jednak w znieczuleniu ogólnym ze względu na nieprzyjemne doznania pacjenta. Stosowano również elektrowstrząsy u ludzi z zaburzeniami psychicznymi – również u pacjentów znieczulonych, pozbawionych na ten czas przytomności.

Oprócz głuszenia prądem elektrycznym w polskich ubojniach stosuje się tzw. urządzenie pneumatyczne z zablokowanym bolcem penetrującym, należące do mechanicznych sposobów ogłuszania. Jego działanie polega na wstrzeleniu w czaszkę zwierzęcia pocisku o zbyt słabej energii, aby doprowadzić do rozerwania mózgu, a tym samym do natychmiastowej śmierci. Powoduje jednak uraz czaszkowo-mózgowy, prowadzący do utraty przytomności, czyli ogłuszenia, ale poprzedzonego wrażeniami bólowymi porównywalnymi do silnego uderzenia twardym, ciężkim przedmiotem w głowę. Jak nietrudno się domyślić, temu sposobowi ogłuszania towarzyszy spory ból, po którym zwierzęciu zadaje się kolejny, związany z właściwym ubojem. Istnieje też prawdopodobieństwo, że zwierzę przebudzi się i będzie zabijane w stanie świadomości, stresu i bólu.

Powstaje więc pytanie: czy coś, co u ludzi stosować można w osłonie leków znoszących świadomość w obronie przed stresem i bólem, jest rzeczywiście wystarczająco humanitarne dla zwierzęcia? Czy faktycznie jest to środek, który sam w sobie chroni zwierzę przed stresem i bólem? Najprawdopodobniej absolutnie nie. Stan pozbawienia świadomości nie oznacza zresztą wcale ochrony przed bólem. Reakcje organizmu pozostające poza kontrolą, czyli zmiany ciśnienia krwi, przyspieszenie czynności serca są nadal obecne, tyle tylko, że zwierzę obudzone z tego stanu nie pamięta stresu. W medycynie znany powszechnie jest fakt, że w tzw. sedacji, czyli uspokojeniu ze zniesieniem świadomości, stosuje się leki znieczulające i przeciwbólowe w przypadku jakiejkolwiek ingerencji i naruszeniu tkanek. Bardzo możliwe jest, że zwierzę pozbawione świadomości przez ogłuszenie prądem elektrycznym lub bolcem penetrującym ból czuje, tyle że nie może tego zamanifestować i włączyć mechanizmów obronnych.

Tak więc mamy do czynienia z dwiema stronami medalu. Z jednej propagowane przez zwolenników humanitarnego zachowania wobec zwierząt wstępne bolesne porażenie prądem elektrycznym lub spowodowanie równie bolesnego urazu głowy przez bolec penetrujący, które nie powodują śmierci, a potem zadawanie następnego bólu, przed którym zwierzę nie może się bronić. Z drugiej zaś jednokrotne zadanie krótkotrwałego bólu, po którym następuje natychmiastowa utrata świadomości i spokojna śmierć bez zadawania dodatkowych cierpień. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że całkowite skrwawienie przy uboju rytualnym jest gwarancją, że zwierzę rzeczywiście umrze zanim zostanie poddane dalszej obróbce rzeźnej. Jak pokazują liczne przykłady, takiej pewności nie ma w uboju tradycyjnym.

Wszelkie ustawy, zalecenia, dyrektywy i raporty mówią jedynie o tym, jak ubój powinien wyglądać, jak powinno się go prowadzić. W dokumentach urzędowych nie ma słowa na temat rzeczywistego przebiegu uboju, na temat tego, że przeprowadzają go ludzie o różnej wrażliwości, że może nastąpić awaria urządzeń wykorzystywanych do ogłuszania, że ogłuszenie za pierwszym razem może się nie udać, bo bolec nie przebije czaszki lub nastąpi wyłączenie prądu. Ogłuszenie będzie nieskuteczne, natomiast bólu i stresu zwierzęcia nie da się opisać. Całą dyskusja na temat uboju rytualnego i jego barbarzyńskiego charakteru w porównaniu do uboju z ogłuszeniem wydaje się więc być jedynie próbą uspokojenia sumienia dyskutantów.

Ubój rytualny nie jest nowością. Jest bowiem równie stary jak ludzkość. Obecnie neguje się go, podnosząc fakt, że wiąże się z religią. Epatowani jesteśmy plakatami, zdjęciami, na których pokazana jest krew, martwe zwierzęta z podciętymi gardłami, wygłaszane są hasła mające na celu obrzydzić i ubój, i religię. W tym wszystkim zapominamy jakimi hipokrytami jesteśmy na co dzień, ponieważ każde zwierzę sfotografowane w tych okolicznościach – zabite z ogłuszeniem czy bez – przedstawia mało przyjemny widok. Nikt jednak nie zadaje sobie trudu obejrzenia zdjęć pokazujących proces ogłuszania, przyjrzenia się urazom, jakie odnosi wówczas zwierzę i wczucia się w jego stres.

Dyrektywa unijna zabrania uboju bez ogłuszania, dopuszczając jednocześnie uśmiercanie zwierząt bez ogłuszania podczas polowań, imprez kulturalnych i sportowych, gdy są to wydarzenia związane z tradycjami kulturowymi lub działalnością sportową o długiej tradycji. Tam przewlekła agonia zwierzęcia – świadomego, męczonego, ogarniętego stresem – jest jak najbardziej dopuszczalna.

Wszystko to skłania do jednej tylko refleksji: żaden ubój, żaden sposób zabijania nie jest humanitarny. Jedno zjawisko wyklucza automatycznie drugie. Jednak założenia uboju rytualnego dopuszczają go wyłącznie wtedy, gdy zwierzę jest w stanie naturalnego uspokojenia, wyciszenia. Ubój po brutalnym ogłuszeniu, gdy nie ma pewności czy w trakcie sprawiania nie dojdzie do przebudzenia zwierzęcia, jest właśnie przejawem barbarzyństwa i marną próbą uśpienia ludzkich wyrzutów sumienia.

Iza Melika Czechowska

© 2013 Iza Melika Czechowska

Iza Melika Czechowska, lekarz-chirurg, absolwentka Akademii Medycznej w Poznaniu. Członkini Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP oraz Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, redaktorka kwartalnika polskiej społeczności muzułmańskiej „Muzułmanie Rzeczypospolitej”. Zajmuje się współpracą międzyreligijną, sytuacją kobiet oraz medycznymi odniesieniami w islamie. Teksty o islamie i muzułmanach publikowała m.in. na łamach „Lietuvos totoriai”, „Bez kurtyny”, „Szkole Serafickiej”, „Przeglądzie Tatarskim”.